Nie ma powrotu. Spal za sobą mosty.
Takie nastawienie towarzyszyło mi od samego początku. Postanowiłem iść na wojnę i nie brać jeńców. Może brzmi to groźnie, ale jest to tylko metafora. Nadszedł moment, w którym uświadomiłem sobie, że byłem otyły – tak, otyły. Tak jak alkoholik musi uświadomić sobie, że jest uzależniony, tak i ja musiałem zaakceptować swój problem. W tym właśnie momencie podjąłem decyzję: zawracanie nie wchodzi w grę. W mojej głowie przypłynąłem do brzegu o nazwie “jestem szczupły” i podpaliłem swój statek.
Moja podróż zaczęła się, kiedy moja waga wynosiła około 122–124 kg.
Przez pierwsze dwa tygodnie nie byłem do końca przekonany, czy w ogóle dam radę, dlatego statystyki zacząłem prowadzić dopiero później. Ale wtedy podjąłem kluczową decyzję: kupiłem analizator składu ciała, inwestując w siebie. Nie chciałem, żeby to był kolejny słomiany zapał, jak trenażer czy rower treningowy, które później zagracają balkon. Czułem, że mam szansę na sukces, a ta inwestycja miała mnie motywować do dalszego działania.
Oficjalnie moja podróż zaczęła się 29 lipca 2024 roku, kiedy waga początkowa wynosiła 117.9 kg, a tkanka tłuszczowa była na poziomie 30.80%. Cel był jasny: utrata wagi z równoczesnym budowaniem masy mięśniowej.
Wojna ze statystykami i wymówkami
Jedną z najczęstszych statystyk, z jaką się spotkałem, jest ta, która mówi, że około 95% ludzi wraca do swojej poprzedniej wagi, a nawet ją przekracza, i to w ciągu zaledwie 3–6 miesięcy od rozpoczęcia procesu. Wtedy pomyślałem, że muszę zrobić coś inaczej. Nie mogłem być kolejną „pizdą”, która szuka wymówek. Moje nastawienie było kluczowe.
Pierwszy rok postawiłem sobie za wyzwanie. Po zaledwie trzech miesiącach zacząłem czuć, że staje się to łatwiejsze. To był moment, w którym zrozumiałem, dlaczego tak wiele osób odpuszcza – rezygnują, zanim poczują, że to staje się przyjemne i naturalne. Potwierdziło to moją tezę, że wielu ludzi dużo mówi, ale mało robi.
Klucz do sukcesu: analiza i konsekwencja
Moim najważniejszym narzędziem w tej drodze była analiza, wnioski i działanie. Zamiast skupiać się na krótkotrwałych efektach, stale monitorowałem swoje postępy. Dane z 11 września 2025 roku pokazują, że moja waga spadła do 101.5 kg, a procent tkanki tłuszczowej do 20.40%. W ciągu 14 miesięcy zrzuciłem 16.4 kg (117.9 kg – 101.5 kg).


Było to możliwe, ponieważ postawiłem na budowanie mięśni. Wiem, że to mięśnie spalają kalorie. Wiele osób, odchudzając się, traci zarówno tłuszcz, jak i cenną masę mięśniową. Ja, choć nie lubię siłowni, pokochałem jej efekty. Moja masa mięśniowa pozostała praktycznie na tym samym poziomie – z 77.60 kg w lipcu 2024 roku do 76.85 kg.
Benefity, które widać i czuć
Zwykłe liczby to nie wszystko. Mój organizm całkowicie się przebudował. Zauważyłem wiele korzyści, o których wcześniej nawet nie myślałem:
- Zgaga odeszła w zapomnienie.
- Mój sen jest głębszy i bardziej efektywny.
- Budzę się rano wypoczęty, a nie zmęczony, jak to było w czasach, gdy byłem otyły.
- Mój wiek metaboliczny spadł z 56 lat do 41 lat.
- Ubrania, które od lat leżały w szafie, znowu na mnie pasują.
Oczywiście, nie obyło się bez trudności. Nauczyłem się rozpoznawać fałszywą troskę, zazdrość i zawiść. Zdanie takich “przyjaciół” po prostu mnie nie obchodzi. Jednocześnie, nieocenione było szczere wsparcie bliskich.
Co dalej?
Mój cel to nie tylko zrzucenie wagi, ale przede wszystkim jej utrzymanie. Postawiłem sobie za zadanie, że w ciągu najbliższych pięciu lat nie wrócę do starych nawyków. Satysfakcja i poczucie spełnienia są dodatkowym motorem, który pcha mnie do przodu.
Nauczyłem się, że sukces w odchudzaniu, tak jak i w życiu, zależy od tego, z kim idziesz w podróż. Unikam kontaktów z ludźmi, od których nie mogę się niczego dobrego nauczyć. Do mojej podróży zapraszam tylko tych, którzy idą w ciekawym i dobrym kierunku.
Moim sukcesem jest też napisanie książki “Jak schudnąć i utrzymać wagę”.
Twoja droga, moja droga, nasza droga. Idźmy razem.
