Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego wiele postanowień noworocznych kończy się porażką?
A może rzuciłeś sobie wyzwanie, aby zacząć biegać lub pisać, by zaraz potem odpuścić?
Tą siłą, która nas powstrzymuje, nie jest lenistwo.
To asekuranctwo, strach przed porażką.
Właśnie dlatego prawdziwa przemiana osobista zaczyna się w głowie, a nie na siłowni czy przy biurku.
Przemiana zaczyna się od jednej decyzji
Kiedyś ważyłem 124 kilogramy.
Lekarz przepisał mi statyny na obniżenie cholesterolu.
Czułem, że zbliża się cukrzyca.
Moja żona, której ufam w 100%, zachęciła mnie do zmiany.
Nie obiecałem, że „spróbuję” schudnąć.
Podjąłem decyzję: zacznę działać.
Po roku od rozpoczęcia niezbyt intensywnych treningów i zmiany nawyków, zrobiłem badania krwi.
Lekarz, widząc moje wyniki, był zdziwiony.
Zapytał: „Czy brał pan większe dawki, niż przypisałem?”.
Nie brałem żadnych leków, nawet nie wykupiłem recepty.
Po prostu przestałem próbować, a zacząłem robić.
Mój cholesterol i poziom cukru wróciły do normy.
Początkowo zrzucenie wagi wydawało się gigantycznym wyzwaniem.
Jednak po trzech miesiącach, gdy zobaczyłem pierwsze efekty, uświadomiłem sobie, że to nie jest takie trudne, jak mi się wydawało.
Teraz mam nowy cel: chcę zbudować masę mięśniową, bo to ona jest kluczem do zdrowia i lepszego metabolizmu.
A czy lubię siłownię? Szczerze? Prawie jej nienawidzę.
Trenowanie na siłowni to dla mnie ogromne wyrzeczenie.
Chętnie spędziłbym ten czas gdzie indziej, ale wiem, że ta „jebana” siłownia jest nieodzowna.
Nie lubię siłowni, ale lubię efekty jakie mi daje.
To moja odpowiedzialność i świadomy wybór.
Otwieraj drzwi, nie szukaj wymówek
Podczas rozmów z ludźmi, którym pomagam w przemianie, często słyszę te same wymówki:
„Nie teraz, bo jadę na urlop i będzie grill”,
albo
„W tym miesiącu mam urodziny i nie da się uniknąć tortu”.
To jest właśnie asekuranctwo.
To jest szukanie „furtki”, żeby usprawiedliwić brak działania.
Wielu ludzi potrzebuje zewnętrznego potwierdzenia swojej wartości.
Oczekują „serduszek”, „łapek w górę” i nagrody za sam udział.
Widziałem wiele biegów i zawodów, na których ludzie dostawali medal za samo uczestnictwo.
To mentalność, która sprawia, że szukamy łatwej nagrody, zamiast czerpać dumę z samego procesu i osiągnięcia.
Niestety, tak nie działa żadna prawdziwa przemiana osobista.
Zmiana nawyków jako katalizator do sukcesu
Kiedy tylko poczułem, że mogę osiągnąć ten cel, poczułem siłę do działania w innych dziedzinach życia.
Zamiast tracić czas na NETFLIX-a: seriale, filmy, gdzie schematy scenariuszy są niemalże takie same, poświęcałem go na czytanie książek z psychologii i biografii ludzi sukcesu.
Nie czytałem jednej książki naraz.
Jedna była na balkonie, druga w salonie, a trzecia w kuchni.
Czerpałem wiedzę i inspirację z różnych źródeł, „utrzymując kilka piłek w powietrzu”, jak to mówią Szwedzi.
Najlepszym dowodem na to, że zmiana mentalna to klucz, było wydanie mojej książki.
Rozmawiałem z wieloma wydawnictwami.
Słyszałem puste obietnice, że „dołożą wszelkich starań, by dystrybuować książkę do Empiku”.
Ten demotywator uświadomił mi, że muszę obrać inną drogę.
Poczułem się urażony, ale z drugiej strony zrozumiałem, że negatywne doświadczenia korygują nasze działania.
Urażenie, złość, rozczarowanie – to naprawdę pozytywne odczucia w całej ich negatywności 🙂 .
To mnie nauczyło, że toksycznych ludzi trzeba eliminować z życia.
Nie jestem Matką Teresą (mam nadzieję, że rozumiesz intencję tego zdania).
To złe doświadczenie nie zniechęciło mnie, wręcz przeciwnie – otworzyło mi inne drzwi.
Wydałem książkę “Jak schudnąć i utrzymać wagę” sam, z własnych pieniędzy.
To dało mi ogromną dumę!
(duma to nic złego, a niektóre religie tępią to poczucie, by nie wzmacniać wartości człowieka).
A gdyby nie te złe doświadczenia, nie nauczyłbym się, jak wiele mogę osiągnąć samodzielnie.
Nie próbuj. Zacznij.
Dzisiaj, po tym czasie świadomej przemiany, czuję się szczęśliwszy i zdrowszy.
Poprawiła się jakość mojego snu, a zgaga odeszła w niepamięć.
Wierzę w siebie bardziej, niż przed tą przemianą, co pozwala mi stawiać kolejne, realne cele.
Moja rada? Przestań mówić, że „spróbujesz”. Po prostu zacznij działać.
Pamiętaj, że porażka to nie koniec drogi, a tylko jej część.
Kiedy mówię ludziom: „Skończ z ‘próbuję’, weź dupę w troki”, często czują się urażeni, patrzą na mnie jak na oprawcę, mordercę ich osobowości, brutala.
Ich irytacja i obrażanie się to obraz ich nastawienia – bunt przed przyznaniem się do asekuranctwa, choć nawet nie mają świadomości, że to asekuranctwo.
Ale po co owijać w bawełnę?
To tylko przedłużanie drogi do prawdziwej podróży.
Jesteś gotów na taką zmianę?
Jeszcze niedawno byłem jak ta Matka Teresa, a teraz pomagam już tylko tym, którzy są naprawdę gotowi.
